Dokładnie 14 kwietnia 2016 roku o godzinie 8:30 (jak zwykle spóźnieni) wyruszyliśmy z łazarskiego fyrtla w naszą, jak do tej pory, najdłuższą podróż. Pierwsze trzy kraje przez które mieliśmy przejechać, czyli naszą rodzimą Polskę, Litwę i Łotwę chcieliśmy potraktować tranzytowo. Tak naprawdę prawdziwa przygoda miała się dla nas zacząć w Rosji. Przynajmniej tak myśleliśmy. I poniekąd tak było. Jednak czy możemy stwierdzić, że ten pierwszy etap nas nie zachwycił? Czy możemy z cała pewnościa powiedzieć, że ten początkowy etap odbył się zupełnie bez przygód? Czy po przeżyciach z dalekich pamirskich bezdroży, pięknych widokach z kirgiskich i tadżyckich gór, jesteśmy gotowi powiedzieć, że ten pierwszy odcinek nie odcisnął piętna w naszej pamięci? Zdecydowanie NIE!
Start na Mecie
| Meciarze :) |
Zaczęło się od ,,oficjalnego" pożegnania na ,,Meta serwis rowerowy". Chłopaki nie zawiedli. Był szampan (truskawkowy) wieniec z makiem i ukraiński bimber, który miał nas wspomagać w długie, nadal mroźne wieczory. Ruszyliśmy w kierunku pólnocno-wschodnim, ku pierwszej granicy, którą mieliśmy przekroczyć. Początki były trudne, pokonanie pierwszych kilometrów z takim obciążeniem, dało nam się we znaki. Niemniej nie było wyjścia. Chciałoby się górnolotnie rzec, że nasze dotychczasowe życie zostało w tyle, spakowane do jednej szafy, porzucone na przynajmniej kilka miesięcy. Zaczęło się dla nas nowe, niepozbawione trosk i utrapień, ale co dzień przynoszące coś nowego, życie :)
| Puszcza Bydgoska |
| Dolina Drwęcy |
Wydawać by się mogło, że tylko szaleńcy wyruszają w podróż w połowie kwietnia, kiedy dzień jest krótki, noce zimne, poranki tak chłodne, że nie chce się wychodzić ze śpiwora, a warunki pogodowe zmienne. W końcu kwiecień plecień co przeplata... Niemniej w pełni świadomości możemy stwierdzić, że jest to dobry moment, żeby ruszać na wyprawę. Szlaki są puste, rowerzystów mało, a pośród spotykanych ludzi budzi się mieszankę uczuć, od podziwu do prześmiewczego twierdzenia, że szybko zaczęliśmy sezon. Codziennie mieliśmy okazję obserwować jak przyroda budzi się, już nie ze snu, ale lekkiej wiosenej drzemki. Drzewa się zielenią, a zwierzęta w lesie ochoczo przebiegają przez drogi, na których, poza nami, nie ma nikogo.
| Na Warmii i Mazurach |
Jadąc przez Polskę jak zawsze wybieraliśmy mniej uczęszcane przez samochody drogi. Często były to drogi oznakowane na mapie kolorem białym, rzadziej żółtym. I bez dwóch zdań można stwierdzić, iż Polska zachwyca. Lasy Puszczy Bydgoskiej powalają swoim rozmiarem i powagą rosnących tam drzew. Piękne miejsce zarówno do rowerowych wypadów, jak i na piesze wycieczki. Co prawda trzeba tam uważać z roztawianiem namiotu, aby o piątej nad ranem nie mieć pobudki zafundowanej, na koszt państwa przez służbę leśną. Ale takie przypadki zdarzają się tylko wtedy, gdy ktoś zechce nieopatrznie rozbić się w pobliżu poligonu wojskowego. Nam się to udało, służba leśna zaserwowała nam pobudkę niczym rekrutom w koszarach, ale obyło się bez mandatu :) Udało nam się odwołać do sentymentu do województwa kujawsko-pomorskiego, z racji nierozerwalnych więzów, jakie nas łączą, a mianowicie Dominika urodziła się i całe młodzieńcze życie spędziła w Mogilnie, więc jakby nie patrzeć krajanka.
Kolejnym pięknym miejsce, które udało nam się zobaczyć na naszej trasie to Dolina Drwęcy. Jest to cudowne miejsce, wprost stworzone do biwakowanie ,,na dziko". To tam udało nam się wypatrzyć, pierwszy raz w życiu, jelenia albinosa. Dzika przyroda w połączeniu z leśnymi zwierzętami, wijąca się Drwęca, zieleń dookoła, tak to zdecydowanie zapada w pamięć!
"Na tropach Smętka"
Dalsza marszruta wiodła przez Warmię i Mazury, Mrągowo i Suwałki wprost do miejscowości Sejny, by stamtąd uderzyć już na Litwę. Krajobraz z początków naszej wyprawy był niemal niezmienny. Jeździliśmy przez małe miasta, miasteczka, wioski i wioseczki, głównie pośród lasów lub terenów zielonych. Staraliśmy się rozbijać nieopodal jakiegoś jeziora, rzeki. Na Litwie pierwszy raz zdarzyło nam się rozbijać namiot na plaży, pustej o tej porze roku, ale zdradzającej duży potencjał na ,,plażing" w bardziej sprzyjającyh pogodowych warunkach.
| Zamek w Trokach, Litwa |
| Jedynymi towarzyszami na kempingu w Trokach były dla nas kaczki :) |
W miejscowości Troki, na Litwie, gdzie zatrzymaliśmy się na dłużej niż jedną noc, byliśmy pierwszymi, którzy otworzyli sezon na kampingu. Spotkaliśmy tam też wielu Polaków, starszych ludzi, którzy byli pod wrażeniem naszej wyprawy, bardzo przyjaźnie z nami rozmawiali, sami zagadywali, słysząc jak rozmawiamy ze sobą po polsku. Nie da się ukryć, że byliśmy dla nich też nie lada atrakcją, w taką pogodę? na rowerach? z Polski? Szaleństwo jak nic :) Litwa po raz pierwszy zaskoczyła nas też pod względem pogody. W żadnen sposób nie byliśmy przygotowani (psychicznie) na opady śniegu (!) pod koniec kwietnia.
Rosyjskie preludium
Łotwa za to przywitała nas pięknym słońcem. Granicę przekroczyliśmy w rejonie jeziora Dryświaty, jadąc leśną, nieubitą drogą, niebezpiecznie blisko granicy z Białorusią, przed czym ostrzegali nas napotkani panowie ze służby granicznej.
| Nie tylko Polska słynie z bocianów, Łotwa okolice Dyneburgu |
| Okolice Dyneburgu, Łotwa |
Trójstyk graniczny Litwy, Łotwy i Białorusi jest biednym regionem, pełnym małych wioseczek, w których budziliśmy ogromne zainteresowanie, najprawdopodobniej dlatego, że NIC innego się tam nie działo. Było to chyba pierwsze i jedyne miejsce, gdzie poczuliśmy się trochę niepewnie. Naszych odczuć wcale nie poprawiła Pani dziarsko maszerująca z siekierą, niebezpiecznie blisko miejsca, gdzie postanowiliśmy rozbić ,,pałatkę" pierwszego dnia na Łotwie. Sytuację nieco ratował chłopiec, który kroczył przy jej boku. Oczywiście lęki były nieuzasadnione, Pani po krótkiej rozmowie, okazała się być bardzo przyjazna i ochoczo zaakceptowała naszą obecność. Jakby przezornie, nie chcieliśmy jednak nadużywać gościnności ludzi z tego regionu, więc jak najszybciej udaliśmy się w dalszą drogę.
| Urra, już niedługo Rosja! |
Wybierając drogę przez Litwę i Łotwę usłyszałam od Łukasza, że są to kraje ,,płaskie jak stół". Nic bardziej mylnego. Na Łotwie w szczególności mieliśmy wrażenie, że drogi wiją nam się nie tylko z lewej do prawej, ale że notorycznie jeździmy góra dół. Pamirskie przełęcze to nie były, ale jak na pierwsze tygodnie codziennego pedałowania, utkwiły w pamięci. Na Łotwie spotkaliśmy też przesympatycznego człowieka - Ilmarsa. Zafascynowany naszym planem, który po krótce zdążyliśmy mu przedstawić zatrzymując się przy drodze, bez zastanowienia wziął nas w ,,gości" do swojego domu. Nakarmił nas, poczęstował ciepłą herbatą, a na koniec zaopatrzył w dalszą drogę w miód i czekoladę. A my nieubłaganie zbliżaliśmy się do rosyjskiej granicy oraz początku naszej podróży.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz